Card of Destiny - Recenzja gry  |  Autor - Rolly

 

 

To ponownie my. Dreamcast i Rolly - przyznacie, że to miłe połączenie. Zapytacie - kiedy on w końcu skończy recenzować RPG na DeCe? Jeśli nie macie mnie dość to, będę robił to do momentu aż ukończę je wszystkie! Ha!
Card of Destiny, bo o niej będzie ta recenzja, pojawiła się w Japonii kilka lat temu i nie oczekiwanie spodobała się tamtejszym graczom. Nie dziwi więc fakt, iż mała firma developerska jaką jest Abel, zdecydowała się także na port tej gry dla komputerów PC wzbogacając ją o większą dawkę porno dla naszych zboczonych skośnookich braci.

Karty przeznaczenia cechują się niezbyt skomplikowanym scenariuszem i główny motyw ratowania świata i przygód dzielnego młodego rycerza Asu Rigeld-a - będzie zrozumiały dla wszystkich dzięki różnym przerywnikom i wstawkom CG. Całość gry rozgrywa się w czasach średniowiecznych króli, księżniczek itp. Jak możecie się domyśleć nasz heros będzie cieszył się coraz większym szacunkiem wśród królewskiej watahy, im dzielniej będzie walczył z siłami zła. Przy okazji okaże się jednym zdolnym je powstrzymać. Już odpalając grę wiemy, że to właśnie Asu będzie jedynym bohaterem, którym będzie sterował gracz (inni członkowie będą pojawiali się w różnych sytuacjach, ale steruje nimi CPU konsoli) i musimy się nastawić na to, że wszystko będzie toczyć się wokół niego.

W oczy rzuca się także specyficzny sposób przedstawienia gry - rzekłbym oldschool-owy... Przede wszystkim grę można podzielić na dwa jej etapy. Pierwszy to zwiedzanie miast i rozmowa z napotkanymi postaciami, a drugi to podróże po lokacjach i walka. Przybliżmy najpierw ciut ten pierwszy. Miasta są przedstawione w dość prosty sposób - poruszamy się po małej mapce. Wchodzimy do środka jakiegoś miejsca i przy okazji możemy z kimś pogadać, kupić karty, zapisać stan gry, czy odnowić sobie HP i pokombinować możliwości naszych kart. Oczywiście w nich też rozgrywa się scenariuszowa akcja. Ku mojemu zaskoczeniu miasteczek jest tylko 3 (liczba zwiększy się po przejściu gry), ale naprawdę można się z nimi zżyć. Z czasem na pamięć wiemy kogo możemy spotkać rankiem na rynku, a kogo wieczorem nad rzeką.

 Drugi etap jest zupełnie inny i zaczyna się gdy wkroczymy na mapę świata i wybierzemy się na wyprawę do jakiejś lokacji. Wtedy pole widzenia zmienia się na widziane z oczu gracza a otoczenie zmienia się w imitujące 3D. Możemy swobodnie chodzić po czymś na wzór labirytnów i obracać się w każdą stronę. Lokacje nie są monotonne, raz trafią się góry, raz lochy innym razem las itd. Jeśli ktoś kojarzy serię Wizardry szybko się tu odnajdzie.

 Jak na rasowy RPG nie zabrakło statystyk czy ekwipunku. I tu mała uwaga! Nie mamy w nim broni, zbroi itp. Całość zastąpiono tu tytułowymi kartami. To one, które umieszczamy w charakterystycznym diagramie powodują, że mamy zwiększoną defensywę czy atak. Chronią nas przed różnymi typami ataków czy dodają różne specjalne umiejętności. Od nas zależy jak je rozplanujemy. Nie zabrakło także podczas podróży zagadek - a to gdzieś będziemy musieli włączać różne przyciski, używać teleportów itp. Czasami dungeon-y są potwornie długie, będzie sporo łażenia ale na szczęście mapy są tu doskonale przygotowane. Na pewno się nie zagubicie.

Pewnie ciekawi was walka. Hmm, ona też jest dość specyficzna. Przypomina w 70% serię Dragon Quest czy wspomniane już wcześniej Wizardry (widok z pierwszej osobyt, bez sylwetki atakującego gracza), ale ma także własne cechy. Najważniejsze są tu.. Zgadnijcie? Nie tony statystyk, tylko dokłanie - karty. Dzięki nim atakujemy różnymi żywiołami (potwory są naprawdę na nie wyczulone), odnawiamy sobie HP itp. Oprócz tego możemy stosować unik, trzymać gardę oraz co ważne kontratakować ataki psychiczne lub magiczne. To jeden z patentów na przełamanie ofensywy wroga.

Niestety ilość specjalnych umiejętności nie jest oszałamiająca, ale przynajmniej poziom walki czasem miło was zaskoczy. Jeśli chodzi o czas gry to zdecydowanie zadowoli wszystkich wybrednych graczy. Znajdą się mini questy z ciekawymi karciochami, ukryte lokacje, czy wreszcie po ukończeniu gry kolejne nowe scenariusze do przejścia (Good i Evil). Grania będzie jak na jednopłytową przygodę sporo.

Czy równie nieskompliowana jest oprawa audio-wizualna? Czytajce dalej. Fani mangi będą wniebowzięci. Ślicznie rysowane karty, potworym, lekko cukierkowa kreska postaci oraz ładne CG robią naprawdę miłe wrażenie. Miasta i dungeon-y są wyraźne ale i zarazem widać, że są to proste bryły. Mimo to mają naprawdę fajny bajkowy klimat. Niestety elementy hentai w DeCekowej wersji ograniczono do stopnia dobrego smaku. Także ich szukajcie ale już w wersji PC-towej. Animacje podczas walki to według mnie możliwości PSX czy Saturn-a (mimo to nie są wcale brzydkie). Ot kilkuklatkowe efekty, aczkolwiek nie spodziewałem się tu wizualnych cudów po nisko-budżetowej produkcji. Muzyka jest dość nierówna. Zdarzają się przyjemne kawałki jak nastrojowe ballady, kolejne równie ładne ocierają się o klimaty innej gry developerów z Abel - Exodus Guilty Neos. Niestety zdarzają się też utwory delikatnie mówiąc irytujące jak np. podczas walki. Na szczęście dźwięki podczas bitwy pasują do wykonywanych umiejętności. Oczywiście dialogi postaci są czytane przez lektorów, aczkolwiek słychać w nich niższą jakość sampli.

Reasumując - Card of Destiny nie jest może rozbudowanym systemowo i graficznie RPG, ale czy prostota oznacza, że gra jest słaba? Oczywiście, że nie. Po prostu musicie się odpowiednio do niej nastawić, zrozumieć jej zasady i nie porównywać jej do innych gier - hitów pokroju Skies of Arcadia. Jeśli się wciągniecie w jej świat będziecie zadowoleni i skradnie wam sporo czasu z życia. Sprawdźcie ją, jeżeli szukacie odmiennego RPG - to dobra i długa pozycja. Przy okazji nie trzeba rozszyfrowywać ton znaków kanji, jak to na import przystało. Osoby wymagające lepszej oprawy mogą spokojnie odjąć jedno oczko z oceny.