Landstalker: The Treasure of king Nole - Recenzja gry  |  Autor - Mastyl

 

 
Landstalker jest dziełem teamu Climax Entertainment (i firmy SEGA), który wcześniej poczynił grę Lady Stalker na konsolę SNES. Podobnie jak wspomniany "snesowy" tytuł, Landstalker jest świetnym action-RPG z izometryczną grafiką (45 stopni - jak w Diablo) ale z poprzednika nie czerpie nic, poza grafiką. Gra dostarczyła mi naprawdę mnóstwo świetnej zabawy, i przez długi czas była ona dla mnie niedoścignionym wzorcem dla tego typu gier. Landstalker doczekał się też sequela na konsoli SEGA Saturn - Dark Savior, który jednak w opinii fanów, nie był od Landstalkera lepszy, nawet mimo wyraźnego skoku graficznego (sam Nigel wraz z jego kompanką pojawia się również w Time Stalkers na DeCe - warto również i tam poszukać przygód - przyp. Rolly).

Na początku Landstalker wydał mi się dziwny i koszmarnie trudny... po niewiele mówiącym intrze, w którym bohater, elf (chyba...) o imieniu Nigel plądrował świątynie niczym Lara Croft albo Indiana Jones w wersji fantasy, przyszła pora na pierwsze kroki. Bohater poznaje małego duszka płci żeńskiej- Friday, która daję mu cynk na nowe zadanie- odnaleźć zaginiony skarb króla Nole, na wyspie Mercator. Dwójce naszych bohaterów drepce po piętach grupa innych bezwzględnych łowców kosztowności. Grę rozpoczynamy w momencie pojawienia się na wyspie Mercator.

Początek Landstalkera niezbyt zachęcający - musiałem przyzwyczaić się do sterowania, w dodatku wyspa nie zapowiadała się ciekawie, trafiłem bowiem do wioski wyrośniętych borsuków, którzy zlecili mi zadanie uratowania córki wodza z rak innego plemienia futrzaków. Ale w miarę jak uporałem się z tym wszystkim zaczęło się robić ciekawie... wyspa okazała się bardzo duża- jest na niej kilka miast i osad, z czego to największe- stolica Mercator jest naprawdę ładnie zrobione. Poza tym są lochy, pałace, jaskinie i wieże czarowników. Wszystko narysowane i skonstruowane bardzo zgrabnie. Jest nawet wiele przejawów humoru twórców (np. "dom uciech"- gdy wejdziemy do tego przybytku, Friday jest oburzona, ale okaże się, że niekoniecznie chodzi o takie uciechy, o jakich wszyscy czytelnicy pewnie myślą ).

Cała gra -zarówno walka jak i eksploracja- odbywa się w konwencji zręcznościowej, chodzimy, skaczemy, uderzamy mieczem. Potwory wraz z naszymi postępami robią się coraz ciekawsze, od początkowych "bąbelków" po wielkie orki i szkielety. Niestety, jak to bywa w tego typu grach, nie dostaniemy za nie punktów doswiadczenia, jedynie pieniądze i ewentualnie przedmioty.
Jak wyglądają statystyki? Jak przystało na action-RPG: mizernie. Nasz bohater ma widoczną ilość Punktów Życia w postaci serduszek, których ilość z czasem podwyższamy dokupując lub zdobywając nowe... Energii magicznej (zwanej potocznie maną) tu nie doświadczymy. Nie ma też czarów jako takich, są tylko efekty związane z bronią- niektóre miecz zamrażają, inne podpalają itd. A jeśli o broniach mowa- wpływają one na ukryty współczynnik ataku, tak jak zbroje wpływają na obronę.

Przedmiotów też nie ma zatrzęsienia, jedyne bronie to miecze w ilościach niewielkich, są także zbroje i rożne zioła i mikstury leczące przeróżne efekty (paraliż, choroba, zatrucie). Jest jeszcze kilka substytutów magii, ale to nic wielkiego.

Co najlepsze w Landstalkerze to jego ciekawy, kolorowy świat i całkiem interesująca fabuła. Coś w tej grze pchało mnie do przodu po liniowej fabule. Coś kazało mi pokonywać większe ilości przeciwników. Gra efektywnie stymuluje gracza, dając mu namiastkę nieliniowości, przez różne ciekawe subquesty oraz mnóstwo sekretnych lokacji (np. gdy zboczymy ze szlaku, możemy natknąć się na zapomnianą chatkę pustelnika, który da nam całkiem niezły oręż. Jednak nie ma nic łatwo- Landstalker jest pełen trudnych sekwencji zręcznościowych: skakania z kamienia na kamień, czy rajdów po przesuwających się platformach. Poza tym zwiedzanie urozmaicają jeszcze ciekawe zagadki logiczne (np. w kryptach pod Mercator). Na deser są jeszcze mini gierki, których wygranie zawsze da nam jakieś profity.

Grafika też jest ładna, mimo iż to Genesis, to każdy przedmiot narysowano starannie, a bohater- Nigel jest wprost świetny, jak śmiesznie drepce w przydużych butach. Jednak Ladnstalker nie tylko wygląda ładnie, ale też jest bardzo interaktywny- mnóstwo rzeczy można przenosić i przesuwać... choć brak perspektywy w rzucie pseudo-3d powoduje, że czasem się gubimy. Ale po pewnym czasie intuicyjnie już wiedziałem np. na jakiej wysokości jest dany przedmiot.
Dźwięk: ładny- muzyka przyjemna, w lochach tajemniczo ponura, na traktach i w miastach lekka, choć niekiedy piskliwa. Dźwięki też adekwatne do tego co się dzieje, choć na moje ucho użyto chyba za małej ilości różnych sampli.

Podsumowaniem dla Landstalker niech będą dwa krótkie słowa: Świetna Gra. Mimo iż wydaje się tytułem dla młodszych, z powodu specyficznej grafiki, to moim zdaniem wciągnie każdego, kto lubił grać w Zelde czy Alundre.

Zalety: Grafika, dopracowany świat, interakcja, fabuła, i to coś czego nie widać na screenach: klimat.
Wady: za mało przedmiotów i statystyk.

Recenzja za zgodą autora i dzięki uprzejmości strony : www.jrkrpg.pl