Sword of Berserk: Guts' Rage – Recenzja gry
„Berserk” to seria, o której nie trzeba długo opowiadać fanom mrocznych fantasy. Kultowa manga Kentarō Miury, znana z bezkompromisowej brutalności i tragicznej głębi, przez lata doczekała się wielu adaptacji. Na szczęście w połowie 2022 potwierdzono, że pieczę nad serią przejmie bliski przyjaciel i współpracownik oryginalnego twórcy - Kouji Mori, który oznajmił, że zna zakończenie całej opowieści. Jedną z najbardziej udanych prób przeniesienia jej na język gier wideo jest Sword of Berserk: Guts' Rage na Dreamcasta – tytuł, który nie tylko nawiązuje klimatem do komiksowego pierwowzoru, ale również rozszerza historię między tomami 22 i 23.
To właśnie wtedy Guts, prowadzący Cascię i Pucka w kierunku Elfhelm, trafia na Ritę – młodą akrobatkę uciekającą przed bandytami. Chwilę później cała trójka dociera do miasteczka nękanego tajemniczą zarazą przemieniającą ludzi w „Mandragoran” – bezmyślne, agresywne mutanty przypominające zombie. W tym chaosie pojawia się baron Balzac, który prowadzi własne eksperymenty nad lekarstwem na chorobę i widzi w Gutsie szansę na powodzenie swoich badań. Czy jego „cudowny środek” okaże się wybawieniem dla chorych? A może sposobem na wyleczenie Caski? Odpowiedzi na te pytania przynosi właśnie gra od Yuke's.
Szybka, brutalna i satysfakcjonująca – esencja hack'n slasha
Sword of Berserk jest przede wszystkim rasową siekanką akcji. Yuke's stanęło przed niełatwym zadaniem: przełożyć bezwzględny świat Miury na trójwymiarowy silnik Dreamcasta, zachowując dynamikę i ciężar walki charakterystyczny dla Gutsa i jego smoczego zabójcy.
Już pierwsze minuty gry pokazują, że obawy były niepotrzebne. Guts sprawnie łączy kombinacje ciosów, skoki i ataki specjalne, korzystając przy tym z miniaturowego działa, kuszy czy wybuchowych kolców. Mimo monumentalnego oręża porusza się z zaskakującą płynnością, a każdy zamach mieczem kończy się sugestywną masakrą wrogów. Animacje cięć i rozczłonkowania potrafią dziś imponować nie tyle realizmem, ile intensywnością i poczuciem siły w każdym uderzeniu.
Furia – gdy slasher zamienia się w spektakl
Jednym z najmocniejszych akcentów rozgrywki jest „Fury Mode”. Po naładowaniu paska cały ekran nabiera krwistej barwy, a Guts wpada w bojowy szał, przyspieszając i miażdżąc kolejne zastępy mutantów z dziką skutecznością. Efekt jest nie tylko widowiskowy, lecz także świetnie oddaje charakter bohatera – jego nieokiełznaną siłę i desperację. Oręże Gutsa wchodzi w ich ciała niczym najostrzejsza katana samurajów, ćwiartując ich przeżarte chorobą ciała na kawałki.
Zwykli oponenci stanowią solidne wyzwanie, ale prawdziwe emocje zaczynają się przy bossach. Każdy z nich wymaga innej strategii, a twórcy wzbogacili starcia o uproszczone sekwencje QTE. Podobne mikrointerakcje pojawiają się również na mapie podróży, pozwalając wybierać alternatywne ścieżki i odkrywać różne scenariusze przejścia etapów.
Małe studio a mimo to wyszło pięknie
Etapy potrafią zaskoczyć rozmiarem. Nie brakuje zakamarków, poukrywanych bonusów czy znajdziek regenerujących zdrowie. Co ważne, gra utrzymuje bardzo stabilny framerate, nawet gdy na ekranie pojawiają się hordy Mandragoranów.
Modele postaci mogłbybyć oczywiście obdażone większa ilością polygonów, ale nie wymagam cudów od mniejszego studia, które nie mogło przeznaczyć na tytuł ogromnych zasobów finansowych — ale lokacje, oświetlenie i efekty cząsteczkowe nadrabiają te braki klimatem. Produkcja oferuje też bogaty zestaw materiałów dodatkowych odblokowywanych po ukończeniu kampanii: szkice, galerie, nowe tryby oraz bonusową zawartość, która wydłuża żywotność tytułu.
Muzyka, która niesie ciężar mrocznego świata
Ogromnym atutem gry jest oprawa audio. Aktorzy głosowi (o dziwo Ci anglojęzyczni są lepsi niż ich japońscy koledzy) wypadają przekonująco, a ścieżka dźwiękowa autorstwa Susumu Hirasawy — kompozytora kojarzonego z adaptacjami anime Berserka — nadaje wydarzeniom epickiego rozmachu. Utwory „Forces II” i „Indra” to prawdziwe perełki muzyki ilustracyjnej, potrafiące wywołać ciarki na plecach i podnieść ciśnienie dokładnie w momentach, kiedy Guts wchodzi w bitewny trans.
Krótko, lecz intensywnie
Największym minusem Sword of Berserk pozostaje długość kampanii. Główna przygoda kończy się szybciej, niż można by oczekiwać po tak dynamicznej i satysfakcjonującej grze akcji. Po napisach końcowych pozostaje uczucie lekkiego niedosytu — chciałoby się towarzyszyć Gutsowi nieco dłużej, poznać dalsze losy bohaterów, a tak… czułem pewien niedosyt.
Na szczęście dodatki oraz unlocki zachęcają do powrotów, a dzięki fanowskiemu patchowi autorstwa polskiego twórcy „DerPlayera” gra zyskuje pełniejsze doświadczenie tekstowe także dla tych, którzy nie znają angielskiego.
Podsumowanie
Sword of Berserk: Guts' Rage to jedna z najciekawszych i najbardziej dopracowanych gier akcji dostępnych na Dreamcasta — brutalna, dynamiczna i podana z odpowiednim dźwiękowym rozmachem. Mimo krótkiej kampanii tytuł pozostaje obowiązkową pozycją dla fanów mangi Miury, jak i wszystkich, którzy szukają solidnego hack'n slasha z najlepszych lat epoki konsolowej.
Ocena: 83%
Plusy:
- intensywna, satysfakcjonująca walka
- efektowny tryb furii
- doskonała ścieżka dźwiękowa Hirasawy
- liczne sekrety i materiały dodatkowe
- klimat wierny duchowi mangi
- fanowski patch językowy „DerPlayera”
Minusy:
- stosunkowo krótka główna kampania
- modele postaci mogłyby być bardziej szczegółowe
Werdykt!
Kontakt
Masz pytania dotyczące portalu czy kanału na YouTube? Interesuje Cię reklama? Chcesz współtworzyć stronę? Napisz do nas!
• Forum: Zajrzyj i dołącz do naszej społeczności!
• O redakcji portalu: Kliknij po więcej informacji
• E-mail: rolly(@)sega.c0.pl